Rok 2011 pod względem muzycznym z całą pewnością można uznać za niezwykle udany. Sprzyjające wiatry pozwoliły w lipcu 2011 roku odpalić portal progressive-bolt, który z dnia na dzień rośnie coraz bardziej w siłę! Ale nie byłoby progressive-bolt bez twórczości, zarówno klasycznych kapel z kręgów rocka progresywnego, jazzu, fusion i hard rocka lat 70., jak i grup tworzących współczesną scenę muzyczną, formacji trip-hopowych, post-rockowych, progresywno metalowych i dalej prężnie rozwijających się odnóg muzyki progresywnej.
W roku 2011 byliśmy świadkami wielu wyczekiwanych koncertów oraz całego mnóstwa premier płytowych, naprawdę było w czym wybierać! Jeśli kogoś jednak ominęło coś, z tego całego muzycznego bogactwa, ma szansę nadrobić zaległości. Poniżej prezentujemy zarówno rankingi redakcyjne płyty roku 2011, jak i wypowiedzi zaprzyjaźnionych zespołów na temat tego, co według nich warte było uwagi w ostatnich 12 miesiącach.
Redakcyjne TOP roku 2011
1. Steven Wilson - Grace for Drowning
2. Tides From Nebula - Earthshine
3. Leszek Możdżer - Komeda
4. Pain Of Salvation - Road Salt part II
5. Radiohead - King Of Limbs
6. Contemporary Noise Sextet - Ghostwriter's Joke
7. Anathema - Falling Deeper
8. Blackfield - Welcome To My DNA
9. Tom Waits - Bad As Me
10. Apple Bells - Rzeka Dam
Tutaj nie ma niespodzianek. Steven Wilson, ze swoim solowym, awangardowym dziełem Grace For Drowning zasadniczo zdyskredytował konkurencję. Ogromną niespodzianką było też dla nas druga płyta Tides From Nebula, tym bardziej, że to przecież rodzimy zespół, który na naszych oczach wyrasta na gwiazdę światowego post-rocka! Duże kontrowersje budziła pozycja nr 3.. Niektórzy burzyli się, że jest to dzieło regresywne, Możdżer zjada swój własny ogon i powiela pomysły znane już od dawna. Większości jednak album, oddający hołd wybitnemu polskiemu pianiście Krzysztofowi Komedzie, się podoba i po raz kolejny budzi zachwyt. Rzecz tym bardziej cieszy, że znowu jest to polski wykonawca. Dalej przypadły nam do gustu tegoroczne albumy Pain Of Salvation, Radiohead, Contemporary Noise Sextet (znowu Polacy!), Anathemy, Blackfield, Toma Waitsa oraz rodzimego, w tym roku debiutującego Apple Bells. Rozczarowała nas natomiast nowa płyta Opeth - Heritage.
Dalsza część rankingu przedstawia się następująco:
11. Black Country Communion - 2
12. Decapitated - Carnival is Forever
13. Long Arm - The Branches
14. Tenhi - Saivo
15. Victor Wooten - A Show of Hands
16. Ayo - Billie Eve
17. Believe - World is round
18. Joe Bonamassa - Dust bowl
19. Machine Head - Unto The Locus
20. TV on the Radio - Nine Types of Light
21. Wolves in the Throne Room - Celestial Lineage
22. Dornenreich - Flammentriebe
23. Immanu El - In Passage
24. Jakszyk, Fripp and Collins - A Scarcity Of Miracles
25. Łona i Weber - Cztery i Pół
26. Marcus Miller - Tutu Revisited
27. Megadeth - THIRT3N
28. Moby - Destroyed
29. Wobbler - Rites at dawn
30. Adam Bałdych - Magical Theater
TOP roku 2011 poszczególnych redaktorów
TOP roku 2011 według redaktora kwarc
1. Steven Wilson - Grace For Drowning
2. Leszek Możdżer - Komeda
3. Jakszyk, Fripp and Collins - A Scarcity Of Miracles
4. Adam Bałdych - Magical Theater
5. Radiohead - King Of Limbs
6. Pain Of Salvation - Road Salt part II
7. Dream Theater - A Dramatic Turn Of Events
8. Apple Bells - Rzeka Dam
9. Blackfield - Welcome To My DNA
10. Van Der Graaf Generator - A Grounding In Numbers
TOP roku 2011 według redaktora Yasiu
1. Long Arm - The Branches
2. TV on the Radio - Nine Types of Light
3. Moby - Destroyed
4. Steven Wilson - Grace for Drowning
5. Tides From Nebula - Earthshine
6. Toro Y Moi - Underneath the Pine
7. Gary Numan - Dead Son Rising
8. Figuresmile - In Between
9. Sólstafir - Svartir Sandar
10. Radiohead - The King of Limbs
TOP roku 2011 według redaktora deluminathor
1. Tenhi - Saivo
2. Wolves in the Throne Room - Celestial Lineage
3. Dornenreich - Flammentriebe
4. Long Distance Calling - Long Distance Calling
5. The Konsortium - The Konsortium
TOP roku 2011 według redaktora Monika
1. Steven Wilson - Grace For Drowning
2. Tom Waits - Bad As Me
3. Blackfield - Welcome To My DNA
4. Paul Simon - So Beautiful Or So What
TOP roku 2011 według redaktora kwasu
1. Black Country Communion - 2
2. Joe Bonamassa - Dust Bowl
3. Wobbler - Rites At Dawn
4. Anathema – Falling Deeper
5. Tides From Nebula - Earthshine
TOP roku 2011 według redaktora lunatyczken
1. Pain of Salvation - Road Salt part2
2. Believe - World is round
3. Immanu El - In Passage
4. Tides from Nebula - Earthshine
5. Evergrey - Glorious Collision
TOP roku 2011 według redaktora Kozlakos
1. Decapitated - Carnival is Forever
2. Machine Head - Unto The Locus
3. Megadeth - THIRT3N
4. Lou Reed & Metallica - Lulu
5. Leszek Możdżer - Komeda
TOP roku 2011 według redaktora lama
1. Tides From Nebula - Earthshine
2. Contemporary Noise Sextet - Ghostwriter's Joke
3. Apple Bells - Rzeka Dam
4. Radiohead - King Of Limbs
5. Steven Wilson - Grace For Drowning
TOP roku 2011 według redaktora kleborg
1. Victor Wooten - A Show of Hands
2. Ayo - Billie Eve
3. Marcus Miller - Tutu Revisited
4. Wojtek Mazolewski Quintet - Smells Like Tape Spirit
5. Sophie Milman - In The Moonlight
6. Chris Botti - This Is Chris Botti
7. Fisz Emade - Zwierze Bez Nogi
8. Tom Waits - Bad As Me
9. Pain Of Salvation - Road Salt Part II
10. Hindi Zahra - Until The Next Journey
TOP roku 2011 według redaktora Melkor
1. Steven Wilson - Grace for Drowning
2. Leszek Możdżer - Komeda
3. Łona i Weber - Cztery i Pół
4. Bjork - Biophilia
5. Contemporary Noise Sextet - Ghostwriter's Joke
6. Nosowska - 8
7. Radiohead - The King of Limbs
8. Pain Of Salvation - Road Salt part II
9. Blackfield - Welcome To My DNA
TOP roku 2011 okiem muzyków
Animations
Kuba Dębski:
1. Trivium - In Waves
2. Within Temptation - The Unforgiving
3. Dream Theater - A Dramatic Turn Of Events
4. DevilDriver - Beast
5. Foo Fighters - Wasting Light
Frantz Wołoch:
1. Trivium - In Waves
2. Decapitated - Carnival Is Forever
3. Disturbed - The Lost Children
4. In Flames - Sounds Of A Playground Fading
5. Korn - The Path Of Totality
Apple Bells
Błażej Kubica:
1. Uriah Heep - Into The Wild
2. Dream Theater - A Dramatic Turn Of Events
3. Peter Gabriel - New Blood
4. Yes - Fly From Here
5. Bjork - Biophilia
Figuresmile
Krzysztof Borek:
1. Wojtek Mazolewski Quintet - Smells Like Tape Spirit
2. Sigur Ros - Inni
3. Figuresmile - In Between
4. P.J. Harvey - Let England Shake
5. Radiohead - The King Of Limbs
6. Contemporary Noise Sextet - Ghostwriter`s Joke
7. David Sylvian - Died In The Wool
Wojtek Kościelny:
1. Steven Wilson - Grace For Drowning
2. Chickenfoot - III
3. Opeth - Heritage
4. Dream Theater - A Dramatic Turn of Events
5. Megadeth - Th1rt3en
Marcin Dzioba:
1. Opeth - Heritage
2. Steven Wilson - Grace For Drowning
3. Jazzpospolita
HellHaven
Sebastian Najder:
1. Kat i Roman Kostrzewski - Biało Czarna
Płyta jakże oczekiwana przez fanów polskiego ciężkiego brzmienia. Co po dziesięciu latach oczekiwań możemy dostać od starego dobrego Kata ? (Nie liczę tutaj solowej ,,wody'' Romana i Mind Cannibals). Dostajemy to, co w starym Kacie było najlepsze, czyli niesamowity klimat, fenomenalne teksty oraz niebanalny ale też nieprzokombinowany thrashowy warsztat. Jedyne do czego mogę się przyczepić to odrobinę ,,schowane'' gitary, no i jednak ząb czasu trochę podgryzł gardło Romanowi, ale co tu dużo mówić "nie ma szatana bez Romana" . Teksty w rodzimym języku na wspaniałym poziomie. Naprawdę jest mało płyt ciężkiego grania przy których można wręcz medytować i dać się porwać historii słowa pisanego. Kompozycje nie są krótkie, ale co najlepsze nie nudzą. Riffy są na tyle dobre, że można ich słuchać w kółko. Szczerze mówiąc jeśli chodzi o Kata to w ich muzyce jest coś tak magicznego, że potrafię słuchać w kółko jednego utworu i za każdym razem wyłapuje nowe smaczki. Na Biało-Czarnej jest tak samo. Utwory porywają. Szczerze mówiąc bałem się co może wyjść bez Luczyka w składzie a jednak! Może nie jest to arcydzieło polskiego metalu i jednak na premierę trochę czekać trzeba było a jednak jest to klasa. Maryja Omen. 5/5
2. Frontside - Zniszczyć wszystko
Jedna z lepszych polskich płyt tego roku. O ile nie jestem zagorzałym fanem frontside to jednak szlagierowe kawałki często gościły w moim odtwarzaczu. Cóż mogę powiedzieć o najnowszym materiale? Jest ciężko, bardzo ciężko i stosunkowo wolno jak na Frontside. Co oczywiście nie znaczy źle. Mięsiste riffy dystyngowanie oprowadzają nas po piekle. Brzmienie bardzo mi odpowiada. Ciężki metal nie ma mieć czyściutkich przesterów brzmiących jak prosto z pudełka. Ma brudzić, śmierdzieć, trzeszczeć i tak właśnie tutaj brzmi. Utwory budują dobry klimat, materiał się nie dłuży, dynamika dopracowana na poziomie bardzo dobrym. Jeśli chodzi o wokal, to o ile nie lubie śpiewu, który cały kawałek opiera na bardzo mocnym akcentowaniu czy krzyczeniu, to jestem bardzo zadowolony z tego, iż w większości doświadczamy tego balansu, który według mnie jest bardzo ważny. Czysty wokal miesza się z typową metalcorową manierą do tego dochodzą jeszcze rozpaczliwe krzyki (jak np. refren w "nie ma we mnie boga" - Miód !) No i oczywiście kochany rodzimy język. Naprawdę ciężko jest tworzyć dobre, metalowe teksty po polsku. Chłopakom z Frontside na prawdę się to udało pomimo iż 50% tekstu przeciętny słuchacz nie odróżni od cięcia zardzewiałej rury piłą bez ząbków. Ale przecież po części o takie brzmienie własnie tutaj chodzi. Chłopaki pokazują, że polska scena ciężkiego grania nie schodzi na psy, ale rozwija się i to w dobrym kierunku. Tak trzymać ;) 4/5
3. Decapitated - Carnival Is Forever
O ile jest niewiele zespołów, które grają tak ciężko a których mogę słuchać dłużej niż jeden kawałek lub 15 minut, tak Decapitated naprawdę dają radę. Po pierwsze nie nudzą, co niestety według mnie bardzo często się zdarza w tego typu muzyce. Chłopaki wspinają się coraz wyżej. Na dobre wyszła też moim zdaniem zmiana wokalisty na Rafała Piotrowskiego (nie urągam tutaj oczywiście Kowankowi ale dzięki nowemu wokaliście stali się dla mnie bardziej hmm... przejrzyści). Poznałem go, gdy grał z Forgotten Souls w małej karczmie Dobczyckiej "Na Zbóju" (niestety już nieistniejąca) i na prawdę widziałem w tym człowieku niesamowity potencjał wokalny. Wtedy powiedziałem mu, że naprawdę zastanawiam się, co robi w tej małej zapomnianej przez Boga mieścince, bo zrobił tam na mnie piorunujące wrażenie. Z reguły grały tam mniej ambitne kapele, a tu wychodzi na scenę koleś, który wyje na prawdę profesjonalnie. Nie myliłem się. Jako, że nie śledziłem jakoś specjalnie losu Decapited po feralnym wypadku nie małym zdziwieniem było dla mnie, kiedy spotkałem Rafała na metal feście w klubie studio i zapytałem co tu robi, a on odpowiedział mi z uśmiechem "jak to co ? gram koncert". Wtedy zobaczyłem na żywo, że naprawdę razem z Decapami młucą jeszcze bardziej niesamowicie niż poprzednio. Carnival Is Forever jest właśnie dowodem na to, że jest coraz lepiej i chyba taki porządek rzeczy zachowany być musi. Brzmienie płyty jest dość nowoczesne, ale wychodzi to tutaj na dobre. Kawałki dynamicznie naprawdę bardzo dobrze pracują i nie nudzą! Ciągła zmiana, ciągle się coś dzieje. Perkusja chodzi świetnie, naprawdę dobre patenty rytmiczne i blasty nie wciskają się wszędzie gdzie tylko mogą dzięki czemu materiał jest naprawdę przejrzysty. Gitary bardzo dobrze brzmią na partiach solowych. Cóż mogę powiedzieć. Wszystko dopięte na ostatni guziczek. Także oprawa graficzna bardzo mi odpowiada. Jest stonowana, bez krwi, flaków, torturowanych ludzi, czaszek i najczarniejszych czerni, a jednak budzi niepokój. Pod tym względem jest jednak coraz lepiej na tej arenie muzycznej. Co raz mniej dobrych zespołów sięga do przepełniania do bólu archaizmami okładek czy motywów koszulek. Nie mówię, że mi to przeszkadza, niektóre są naprawdę świetne, a jednak wolę takie "ukryte zło" ;) Moje bezgłowe ciało jest na tak. 5/5
4. Adele - Adele 21
- Co to za piosenka leci w radiu ?'
- nie wiem ale fajnie śpiewa, nie ?
- poszperam za tym jak przyjadę do domu
Tak wyglądał mój pierwszy kontakt z "Rolling In The Deep". Cóż, nie muszę chyba mówić, co jest fenomenem artystki. Jedna z niewielu, którą gdy słucham w polskim komercyjnym radiu nie zbiera mnie na odruch wymiotny. Zero elektroniki, czysty przepiękny, mocny głos. Co jest fenomenem? A no to, że podbiła serca wszystkich nie ciałem, nie teledyskami w których tańczy goła pośród paradującego tandemu murzynów i nie jakimś sztucznym kreowaniu się na gwiazdę kontrowersyjnością. Ona śpiewa i to wystarczy. Szkoda, że tak wielu o tym zapomina. Dzisiejszy świat jest co raz to mniej wrażliwy na muzykę. Na płycie znajdują się wspaniałe teksty, które mimo iż traktują w większości o miłości robią to w sposób naprawdę niebanalny. Traktują o tęsknocie, zatracaniu samej siebie i zagubieniu się w świecie bez tej drugiej osoby. Także muzyka jest w pełni naturalna. Zero elektroniki, którą tak faszeruje nas dzisiaj "wielki muzyczny świat". Nie jest to jakaś wirtuozeria, ale w tym wypadku łacińskie multum "nom multa" jest jak najbardziej stosowne. Tutaj chodzi o ten głos. Głos, który kruszy szkło w drobny mak. Słuchając płyty można zatracić się w melancholijnym transie i zamknąć się w swoim małym świecie uczuć. Tak właśnie powinna działać prawdziwa muzyka. Powinna sprawiać, że człowiek zacznie myśleć niestety w dzisiejszych czasach to sprawia ludziom chyba zbyt wielki ból, dlatego tak wygląda wielki rynek muzyczny, a nie inaczej. Dla mnie mimo, iż niezbyt długo utrzymuje się w sławie, to już chyba na zawsze pozostanie symbolem przełamania, dała wiarę w to, że w radiu jeszcze kiedyś usłyszymy muzykę. "We could have had it all" jak mówią słowa jednej z najsłynniejszych piosenek. Teraz wszystko stoi przed nią otworem. Liczmy na to, że z kolejnym albumem jeszcze bardziej zmiażdży pseudo artystów wielkiej sceny. 5/5
Jakub Węgrzyn:
Osobiście z wyborem najlepszych płyt 2011 roku mam o tyle problem, że wszystkie zespoły (najbliższe memu sercu) nie istnieją. Trudno tu chociażby o kroplę nadziei w morzu potrzeb. Pomijając zespoły, których z powyższego faktu przytoczyć nie mogę, postaram się krótko i zwięźle przedstawić mój ranking płyt 2011 na które zwróciłem szczególną uwagę... (Nie będę klasyfikował ich od numer 1 do 5 gdyż trudno jest porównać do siebie tak skrajne nurty)
Kat & Roman Kostrzewski - Biało Czarna
Jestem wielkim fanem Romana od czasów zamierzchłych (czyt. początki gimnazjum) kiedy to najpierw słuchało się ciężkiej muzyki, a potem zastanawiało "po co" ;) Biało-Czarna jest dla mnie kwintesencją tekściarstwa Kostrzewskiego, które tak bardzo sobie cenię. Teksty są bezpośrednie, pozbawione kolorowych, na siłę wpychanych zabarwień. Mocne, treściwe i co najważniejsze - często skrajnie prawdziwe. Tym bardziej na tej płycie. Mam jednak odrobinę żalu, że Pan Kostrzewski coraz mniej zawiera w swoich tekstach nawiązań do filozofów oraz pisarzy, do których często się odnosił (min. Miciński). Pod względem muzycznym wszystko brzmi jak należy. Wszystko jest poukładane, słucha się świetnie, ale nie ma momentów po których spada się z krzesła.
Lou Reed & Metallica
Zaraz padną strzały w moją stronę od zwolenników Metalliki. Tak, ta płyta zwróciła moją uwagę... negatywnymi ocenami. Dzięki temu zapoznałem się z nią (osobiście nie przepadam za Metalliką). Muszę stwierdzić, że płyta mi się spodobała. Dlaczego? Doszedłem do jednego wniosku - chłopaki mogli by już dać sobie siana na stare lata, a jednak ciągle coś robią. Mało tego - decydują się na wspólną grę wraz z Lou Reed'em. Wyszło im to bardzo ciekawie. Jest oryginalnie. Nie jest to ani pure Metallica ani pure Lou Reed. Mieszanka. Owszem - dla wielu z nas wielce wybuchowa. Ale jeśli mam być szczery - wolę posłuchać czegoś, czego się nie spodziewałem i być zaskoczonym, niż dostać w ręce odgrzewane kotlety ze znanym logiem zespołu.
Pendragon - Passion
Płyta szalenie zróżnicowana. Nie do zaszufladkowania. Dzieje się na niej tyle, że po 10 przesłuchaniu słuchacz czuje niedosyt (ale niedosyt związany z niepełnym odkryciem wszystkich jej zakamarków). Chociaż mimo wszystko największy sentyment mam do płyty Pure z 2008.
Czesław śpiewa Miłosza
Czesław wprowadził do naszego nędznego radia (mówię o tej komercyjnej części) odrobinę świeżego powiewu. Od tego czasu bardzo skrupulatnie śledzę jego dokonania. Czesław wziął się za teksty Miłosza. I bardzo dobrze. Wyszło... po czesławowemu. I pod względem muzyki i tekstów (dziwne, żeby było inaczej...) . Znów na moją ocenę wpłynęła pewna oryginalność, na którą tak zawszę czekam. Co prawda w historii muzyki wiele razy brano się za interpretacje muzyczne wielkich poetów, ale tu Czesław ma u mnie za to plusa, że brzmieniowo pozostał... Czesławem. I brzmi jak Czesław, który śpiewa Czesława. Fantastyczne połączenie dwóch postaci na jednym krążku.
Adele 21
Boje się, wręcz brzydzę słowem "pop". I cieszę się, że po tylu latach szarej, beznadziejnej i zacofanej muzyki pop w końcu mogę przyznać, że i ten nurt posiada swoje perły. Co wzbudziło u mnie zachwyt? W końcu muzykę możemy posłuchać, a nie pooglądać. Nie ma tu machania cyckiem, pośladkiem, czy pokazywania dziwnych pozycji z kroczem w roli głównej. Nie ma tu przekoloryzowanej kokietki starającej się sprzedać nie tylko swoją muzykę ale również i siebie. Nie ma tu fałszu, nieprawdy. Nie ma również kiepskich, nudnych i płytkich tekstów napisanych na kolanie. Dostajemy wysokiej jakości muzykę w pięknej oprawie. Adele ma swój niepowtarzalny styl, który w dobie dzisiejszych gwiazdek pop jest wspaniałym rześkim oddechem. Takich artystów ogląda i słucha się z podziwem oraz wielkim respektem. Słuchając tej płyty mam wrażenie, że Adele bierze mnie za człowieka chcącego posłuchać ambitnego popu. Nie bierze mnie za szarego idiotę chcącego posłuchać byle gówna. I chwała jej za to.
Lebowski
1. Nils Petter Molvaer - Baboon Moon
2. Pat Metheny - What's It All About
3. Magnus Öström - Thread of Life
4. Kate Bush - 50 Words for Snow
5. Christian McBride - Conversations With Christian


