Spis utworów:
- Cold
- Cult Of Cargo
- Dr What
- The Garden
- Relusion
- Large Hadron Collider
Recenzja redakcji
"Album nosi tytuł Relusion (to połączenie dwóch słów: religion i delusion) i inspirowany jest książką Richarda Dawkinsa Bóg Urojony (God's Delusion)" – taką informację, między innymi, można odnaleźć na oficjalnej stronie zespołu HipGnosis. Muszę przyznać, powyższe zdanie było główną przyczyną zapoznania się przeze mnie z najnowszym materiałem krakowskiej grupy (postać Dawkinsa jest mi bowiem nieco znana). Jeżeli jednak nie intryguje Was to powiązanie, polecam przejrzeć ową stronę, natchnienie na przesłuchanie Relusion przyjdzie z pewnością.
Z sześciu utworów składających się na krążek, w pamięć najbardziej zapadły mi dwa kawałki: będący numerem pierwszym – Cold – a także piątka – tytułowe Relusion. Mówiąc o jedynce, nie wiem, czy jest to zasługa długości (bite 19 minut), czy intrygującego intra, złamanego w dalszej części wokalem i instrumentalną wariacją, czy tego, iż jest to po prostu pierwsza ścieżka. A może chodzi o coś zupełnie innego? Co do Relusion, jestem pewna, że najbardziej uraczyła mnie niespieszna melodia i głos wokalistki. Przez cztery pozostałe utwory (Cult of Cargo, Dr What, The Garden i zamykający Large Hadron Collider) niemalże "przepłynęłam", nie orientując się momentami, gdzie koniec, a gdzie początek kolejnego numeru. Jest to jednak moje osobiste odczucie, nie sugerujcie się nim, może się okazać, że Was akurat poruszy zupełnie coś innego. Te dwa utwory są bowiem częścią ponad 70-minutowego materiału składającego się na bardzo spójny krążek, wydający się być także niezwykle przemyślanym i dopracowanym. Każda pojedyncza melodia na płycie ma swoje miejsce, każdy kolejny dźwięk jest konsekwencją istnienia poprzedniego. Wszystko się uzupełnia, tworzy jedną pełną całość. Nie ma spontanicznego grania. Ale z pewnością nie ma też nudy.
Z czym konkretnie będziemy mieć do czynienia, słuchając Relusion? Do tej pory podobne pytania kwitowałam długim "Hmm....". Mimo, iż krążkiem uraczyłam się już nie raz i nie dwa, nadal bardzo ciężko jest mi ową muzykę określić. Na pewno mamy do czynienia z elektroniką – kompozycje elektroniczne padają tu często i gęsto. Po części odnaleźć można także wiele z muzyki instrumentalnej, nawet pomimo obecności wokalu. Bywa on bowiem tak świetnie dopasowany, że zdaje się być po prostu kolejnym instrumentem. Bardzo wyraziste są także klawisze i to głównie za ich sprawą album kojarzy mi się z nurtem new age i neojazzem. Może także ambient? Albo rock neoprogresywny? Używając natomiast określeń trochę mniej fachowych, klimat Relusion momentami porównałabym do starej dobrej pinkfloydowej psychodelii, gdzieniegdzie liźnie odrobinę z twórczości brytyjskiego Piano Magic, czasem nawiąże także do filmów sci-fi. Albo do nastrojowości Jean-Michel Jarre’a. Jednak, jako całości, krążka nie potrafiłam porównać do niczego mi znanego - "umyka" przed jakąkolwiek próbą powiązania z inną twórczością lub zaszufladkowania.
Rzecz ujmując w sposób trochę bardziej... duchowy, Relusion nastraja już samym tytułem. Wydaje się być snem oraz, ewidentnie, iluzją. Relusion to podróż, w której nie cel jest najważniejszy, ale droga, która do niego prowadzi. Odważyłabym się nawet powiedzieć, że to swego rodzaju muzyczny labirynt – niby jeden cel, a niezliczone możliwości jego osiągnięcia...
Gdybym miała ocenić album, w dziesięciostopniowej skali otrzymałby ode mnie mocną "siódemkę". Wolałabym jednak tego nie robić. Podejrzewam, że jeszcze kilka ładnych razy go odsłucham, zanim ta ocena stanie się bardziej wiarygodna. Póki co, z mojej strony, odkrywanie Relusion nadal trwa.


