Rozmowa z Andym Barlowem, przeprowadzona po krakowskim koncercie LAMB dnia 2012-02-08.
Yasiu: Jak się czujecie u nas w Krakowie, w ogóle w Polsce, może po dzisiejszym koncercie Twoje nastawienie do Polski się zmieniło?
Andy: To był nasz czwarty koncert w Polsce i... to było niesamowite. Jestem pierwszy raz w Krakowie i macie tutaj naprawdę wspaniałą publiczność. To była prawdopodobnie najmniejsza publiczność, dla jakiej graliśmy na tej trasie, ale zdecydowanie najgłośniejsza. Wszyscy podczas słuchania koncertu wyglądali na takich podekscytowanych... Po prostu musimy tu wrócić.
Yasiu: Czyli to już pewne, że na następnej trasie widzimy się w Krakowie?
Andy: Absolutnie tak. Myślę, że znowu wpadniemy tutaj w styczniu lub lutym.
Yasiu: To nadal trasa promująca ostatni album "5"? Czy może to już ogólna trasa obejmująca cały Wasz dorobek, albo coś jeszcze innego?
Andy: Album "5" został wydany w zeszłym roku i cały czas go promujemy.
Yasiu: Mieliście kilka lat przerwy. Czy możesz opowiedzieć, co było jej powodem? Chcieliście odpocząć, zająć się innymi projektami, czy może były jakieś problemy w zespole?
Andy: Graliśmy razem przez 10 lat. Miałem 18 lat kiedy zaczynaliśmy, 19 kiedy staliśmy się sławni. W końcu poczułem się zbyt zajęty. Było świetnie, ale potrzeba nam było czasu na inne rzeczy. Lou pracowała nad swoim solowym albumem, którego ja byłem producentem. Poza tym założyłem rodzinę, wreszcie mogłem trochę odpocząć. Ale powrót do wspólnego grania był bardzo ekscytujący.
Yasiu: Więc masz dzieci? Gratuluję.
Andy: Tak, mam jednego czterolatka.
Yasiu: To może banalne pytanie, ale założę się, że mało kto w Polsce to wie - skąd pomysł na nazwanie zespołu LAMB?
Andy: Potrzebowaliśmy jakiejś nazwy dla zespołu. Lou obejrzała film pod tytułem LAMB i była nim zachwycona. Film jest o niewinności, dzieciach, wakacjach, oglądało się go świetnie i spodobało nam się.
Yasiu: Jako, że jesteśmy w Polsce, muszę również zapytać o piosenkę Górecki. Być może jest to spowodowane samplami z III symfonii Henryka Mikołaja Góreckiego użytymi w tym utworze, czy może są też jakiejś inne powody, inspiracje?
Andy: Właściwie to nie są sample, natomiast podczas jej komponowania byliśmy bardzo zainspirowani twórczością Góreckiego, Lou wymyśliła tekst słuchając tej symfonii, również melodia może się kojarzyć z nim. Nazwaliśmy tak kawałek w hołdzie i w podziękowaniu, że natchnął nas do napisania tego utworu.
Yasiu: Nie jesteście typowym trip-hopowym zespołem, jak te z Bristolu, pewnie dlatego, że jesteście z Manchesteru. To jest dosyć romantyczna, spokojna muzyka, odpowiednia na pogodę jaką mamy dziś za oknem, mróz. Natomiast koncert był zupełnie inny, mocniejszy, mroczniejszy i cięższy. Skąd taka zmiana i różnica - oczywiście zmiana na lepsze.
Andy: Rzeczy brzmią zupełnie inaczej w domu. Opuściliśmy już tą nieco romantyczniejszą atmosferę podczas koncertów, chcieliśmy dodać im energii. Celem było pewnego rodzaju przejęcie kontroli nad publicznością, danie jej energii. To właśnie zrobiliśmy z tymi piosenkami. Wiesz, te utwory poniekąd są naszym życiem, otoczeniem, które stale przyspiesza, więc i piosenki dostały trochę tej energii.
Yasiu: Jakie macie plany na przyszłość? Solowy album Lou? Albo Twój?
Andy: Mój solowy album, pod szyldem projektu LOWB zostanie oficjalnie wydany w czerwcu. Na pewno pojadę w trasę koncertową z tym materiałem. Poza tym jestem producentem różnych zespołów, jak np. The Ramona Flowers (dzisiejszy suport) i to będzie mnie zajmować najbliższym czasie. Później zabierzemy się za kolejny album LAMB, myślę, że w grudniu.
Yasiu: Myślę, że krakowska publiczność była bardzo zadowolona z dzisiejszego koncertu. A jak Ty się czujesz? Warto było jechać tyle kilometrów do Polski, przy tak złej pogodzie aby tu zagrać?
Andy: Absolutnie tak, myślę, że możesz poczuć tą siłę i energię nawet w tym pokoju. Publiczność była lepsza niż byśmy chcieli. To bardzo miłe. W Wielkiej Brytanii tysiące zespołów grają codziennie koncerty, tam ciężko zadowolić ludzi, ale też poczuć się docenionym. Dlatego jesteśmy bardzo zadowoleni z takich koncertów jak ten, w Krakowie.
Yasiu: Dziękuję.


