
To chyba jedna z najsłynniejszych okładek płyt w historii muzyki. Wcale nie trzeba być wielkim fanem rocka progresywnego, żeby rozpoznać te dwie twarze - pierwszą przerażoną, krzyczącą, zdającą się biec, uciekać, i drugą, jakby zawieszoną w przestrzeni, zapraszającą do siebie gestem wyciągniętej dłoni, skrywającą pod pozornie dobrotliwym uśmiechem ostre zęby. Dwa wizerunki o skrajnie różnej wymowie, jednak oba tak samo dziwne i niepokojące. Schizofrenik Dwudziestego Pierwszego wieku i "Żonglujący planetami" Karmazynowy Król. Diabeł.
I oczywista interpretacja - schizofrenikiem jesteśmy my, a Karmazynowy Król, to nasza cywilizacja z całą swoją ułudą i kłamstwem, z konformizmem, konsumpcjonizmem, który jest nam wpierany. Z fałszywym poczuciem bezpieczeństwa, które możemy od niego kupić za cenę, która jest zbyt wysoka, którą jest nasza dusza, nasze człowieczeństwo. Zło śmieje się, zaprasza do siebie, pokazuje dłonią gest, który przypomina "pokój", ale jednak jest jakimś całkiem innym gestem. I pewnie wielu daje się nabrać i zaczyna mu wierzyć - ostre kły nie są tym, co pierwsze rzuca się w oczy. Schizofrenik nie daje się zwieść. Dlatego krzyczy, chce uciekać, jednak z jego spojrzenia można wyczytać, że diabeł jest tuż za nim, za jego plecami, że on, człowiek wolny i świadomy, nie ma w tej walce szans. Pozostaje tylko jego przerażenie i stateczna, drwiąca twarz Króla.
Jest to obraz autorstwa Barryego Godberga, człowieka nie mniej tajemniczego niż jego dzieło. Godberg, mimo talentu i zamiłowania do sztuki, nie był zawodowym malarzem, był programistą (przez pewien czas pracował z Peterem Sinfeldem w firmie ILC, potem Sinfeld zrezygnował i poświęcił się pisaniu tekstów). Zmarł w 1970 roku w wieku 24 lat i ten obraz to jedyna jego znana praca.
I jeszcze jedno. Płyta "In The Court Of The Crimson King" ukazała się w roku 1969. Czyli głęboko w wieku dwudziestym. To wskazywałoby, że obraz, tak samo jak i utwór o tym samym tytule, są proroctwem. Wizją, która w pełni się zrealizowała. Ale czy na pewno artysta chciał mówić o przyszłości? Czy nie jest to jednak zabieg podobny do tego, którego użył Orwell w "Roku 1984", pisząc tak na prawdę nie o przyszłości, a o swojej rzeczywistości, o roku 1948? Nie możemy też zapominać, że mamy tutaj do czynienia z osobą, która w roku 1969 pracowała jako informatyk, a więc poruszała się w świecie pojęć zupełnie obcych przeciętnemu człowiekowi tamtych czasów, widziała nadchodzące czasy lepiej niż inni, była o krok dalej, jedną nogą stała już w dwudziestym pierwszym wieku. Pytanie o to, w jakim stopniu tytuł tych dziel jest profetycznym widzeniem, a w jakim zabiegiem artystycznym ukrywającym prawdziwe intencje autorów pozostaje otwarte i nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi.
Okładka płyty "In The Court Of The Crimson King" pozostawia dużo możliwości interpretacji, tworzy pole dla wyobraźni. Mówi wiele o naturze współczesnego człowieka i naturze zła, oddziałuje mocno na emocje i jest doskonałym uzupełnieniem albumu, który przecież też wyprzedzał swoją epokę.


