Spis utworów:
CD 1
- Occam's Razor 1:55
- The Blind House 5:47
- Great Expectations 1:26
- Kneel and Disconnect 2:03
- Drawing the Line 4:43
- The Incident 5:20
- Your Unpleasant Family 1:48
- The Yellow Windows of the Evening Train 2:00
- Time Flies 11:40
- Degree Zero of Liberty 1:45
- Octane Twisted 5:03
- The Séance 2:39
- Circle of Manias 2:18
- I Drive the Hearse 6:41
CD 2
- Flicker 3:42
- Bonnie the Cat 5:45
- Black Dahlia 3:40
- Remember Me Lover 7:28
Recenzja redakcji
Steven Wilson jest artystą, który doskonale wie, czego chce. W jego słowniku nie ma takiego pojęcia jak kompromis. Każdy, kto zna jego twórczość wie, że absolutnie nie ma tu mowy o żadnej przypadkowości, o niedociągnięciach czy jakimkolwiek niedopracowaniu. Ten człowiek całe swoje życie poświęca muzyce. Stawia sobie cele i konsekwentnie dąży do ich realizacji. I jest tak, że to emocjonalne zaangażowanie, ten zapał, który wkłada w swoją pracę, przekłada się na jakość muzyki. Porcupine Tree może się komuś podobać albo nie, ale z pewnością nie nagrało płyty obiektywnie słabej. Poza „On the Sunday of life”, które może budzić pewne zastrzeżenia (w końcu to debiut), każde wydawnictwo jest doskonałe pod względem produkcyjnym, przemyślane kompozycyjnie i wykonane na wysokim poziomie.
„Fear of a Blank Planet” było albumem na tyle dobrym, że kiedy miało ukazać się „The Incident”, można było się obawiać, że kolejna (szesnasta) płyta zespołu nie zdoła pokonać poprzeczki postawionej przez oczekiwania fanów. Albo tego, że Steven Wilson, po tylu latach obecności w świecie muzyki, w końcu artystycznie się wypalił. Nic z tych rzeczy. „The Incident” jest godną kontynuacją dotychczasowej twórczości grupy. I chociaż pod wieloma względami jest podobne do „Fear of a Blank Planet”, to jednak jest dziełem oryginalnym, ma swój własny, niepowtarzalny nastrój.
Pod względem instrumentalnym płyta nie budzi zastrzeżeń. Można znaleźć na niej wszystko to, za co kiedyś fani pokochali Porcupine Tree. Charakterystyczne brzmienie gitary i wokal Wilsona, nastrojowe klawisze, no i wirtuozerska gra na perkusji Gavina Harrisona, ponadto płynne połączenia spokojnych, balladowych fragmentów i ostrych riffów – to wszystko sprawia, że ci, którzy podziwiali twórczość muzyków przed wydaniem „The Incident”, także do najnowszego albumu będą chętnie wracać. Ale to nie wszystko. Album ma swój unikalny klimat. Łączy w sobie nostalgię i grozę, niepokój i zadumę. Utwór „Time Flies” ze swoją kołyszącą, usypiającą melodią zaprasza nas do refleksji nad upływem czasu i sensem ludzkiego życia. Hipnotyzujący w swoim brzmieniu „Drawing the Line” mówi o kontrolowaniu swojego życia (a może tylko o desperackiej próbie przejęcia nad nim kontroli?). Akustyczna gitara i śpiew „And silence is another way of saling what I wanna say” w „I Driver the Hearse” są po prostu… Piękne. Natomiast tajemniczy „Bonnie The Cat” z nieregularnym metrum oraz niepokojącymi szeptami to demoniczna wyliczanka. Zdanie „I know what will be” wypowiedziane przyciszonym, ale pełnym stanowczości głosem, sprawia, że słuchacza przechodzi dreszcz grozy.
Według mnie muzykom Porcupine Tree udało się powołać do życia autonomiczną rzeczywistość rządzącą się własnymi prawami. Płyta „The Incident” pozwala nam wejść do tej rzeczywistości, daje nam możliwość odnalezienia w niej własnego miejsca, odnalezienia w niej swoich odczuć i emocji. A przecież chyba o to chodzi w sztuce.


